Komentarz do Ewangelii Mk 10,35-45
Bezpośrednio po zakończeniu uroczystej mowy Jezusa, w której po raz 3 zapowiedział swą mękę, śmierć i Zmartwychwstanie do Jezusa podeszli Jego kuzyni, Jakub i Jan. Nie bacząc na obecność innych apostołów poprosili Boga o szczególne przywileje dla siebie.
Zdarzenie to ujawnione przez św. Marka, ukazuje zamysł i dążenie niejednego człowieka by znajdując się w określonej sytuacji wyciągnąć z niej jak największe korzyści dla siebie. Czytając historię kościoła, historię powszechną możemy naliczyć mnóstwo tym podobnych przykładów. Zresztą nie trzeba zagłębiać się w książki: wystarczy rozejerzeć się dookoła siebie... wystarczy uważnie wsłuchać się w siebie...
Oczywiście możemy w wyobraźni spróbować dołączyć do grona pozostałych apostołów, by tak jak oni wyrazić swe oburzenie wobec tych dwóch (Mk 10. 41) Niekoniecznie potrzeba tu zresztą wyobraźni. Sami może bylismy oburzeni i uczestniczyliśmy w krytyce któregoś z księży czy Kościoła. Krytyka ta nie jest nowa, dokonuje się już od 2 tysięcy lat... W dzisiejszej perykopie ewangelicznej Apostołowie się oburzyli. Ale czy tamte oburzenie apostołów było takie święte? Czy do wspólczesnej krytyki kapłana lub Kościoła pociąga nas chrześcijańska troska o jego życie i świętość? Czy może diabeł? On to z natury swej zawsze popycha nas w nieufność, podziały i konflikt. Czyni to od wieków posługując się racjami intelektualnymi, ale też skłonnością naszej zranionej natury do zazdrości i chciwości. Jaką więc postawę my mamy wybrać by znaleźć się i odpowiedzieć na ten niełatwy problem dzisiejszej perykopy ewangelii?
Spójrzmy na Jezusa. Jego postawa jest inna od pozostałych apostołów. Nie zareagował On oburzeniem na egoizm 2 apostołów. Miałby powody skrytykować ich za niezdolność do zrozumienia misji Jezusa. Byli oni przecież wybranymi świadkami wskrzeszenia córki Jaira (Mk 5,37) i Przemienienia na górze Tabor (Mk 9,2). Bóg znając naturę człowieka wie, że tym dwom jak i podobnie pozostalym apostołom trudno jest jednak zaakceptować nie tyle słowami ale czynami, że uniżenie i służba aż do oddania życia jest koniecznością. Jest to ten ewangeliczny kielich (Mk 10, 38) symbol cierpienia, przeciwności losu i śmierci (por Ps 75, 9; Iz 51, 17 – 22; Ez 23, 31 – 34).
Wiemy, że nie tylko Apostołowie mieli problem z akceptacją tego kielicha. Jest to nasz problem. Płynie on z naszej natury zranionej grzechem pierworodnym. Dlatego Jezus zawsze podchodzi do nas niczym miłosierny Samarytanin. Czyni to z delikatnością i zrozumieniem. Miczego nam nie narzuca. Nie zniechęca się naszym egoizmem, nie atakuje i krytykuje ale wchodzi w bliski, osobisty dialog. Pyta po imieniu: Co chcesz bym ci uczynił? (Mk 10, 36, 51). Chce byśmśmy usłyszeli siebie. Nie tylko swój głos ale myśli i pragnienia wyrażane słowami. Tak jak w spotkaniu a Jakubem i Janem nie odrzuca nieczego, tylko zaprasza na głębię prawdy naszego życia. Czy chcesz mieć współudział w Mej Chwale w niebie będąc tu na ziemi sługą i jednym z tych ostatnich? (Mk 10, 43 - 44). Jeśli odpowiesz tak i odważysz się złożyć życie w ramionach Boga Ojca, to On sam Cię poprowadzi i sprawi by imię Twoje zajaśniało na firnamencie żyjąc tu na ziemi a potem już w naszej ojczyźnie w niebie.
Ks. Ryszard Wróbel SAC