Komentarz do Ewangelii Łk 3,10-18
Można sobie tylko wyobrazić jak wielkim echem odbiło się w Izraelu nauczanie Jana Chrzciciela (zob Łk 3,1-7). Jak wielkie poruszenie i zaniepokojenie wywołało wśród Żydów nauczanie tego największego spośród prorokow. Reakcję tych ludzi można by porównać do zachowania człowieka obudzonego czymś nagłym ze snu. Człowieka zdezorientowanego, który stojąc wobec nowej zaskakującej sytucaji pyta bezradnie „Co mam robić!?”
W dzisiejszej perykopie ewangelicznej takie pytanie do Jana Chrzciciela kierował nie jeden pojedyńczy człowiek ale całe zdesperowane tłumy! (Łk 3,10) Co mamy robić aby zachować życie aby uniknąć wrzucenia do ognia wiecznego?
Jak wielkim musiało to być poruszeniem skoro o to samo z desperacją pytali go, znienawidzeni, cyniczni, uosabiający sobą grzech - celnicy (Łk 3,12) lub słudzy wladzy śmierci - żołnierze (Łk 3,14) „Nauczycielu co więc mamy robić?” Lud wstrząśnięty tym nauczaniem trwał w oczekiwaniu na odpowiedź Jana Chrzciela „a wszyscy zastanawiali się czy czasem Jan nie jest Chrystusem (Łk 3,15)”.
Mieć za sobą tak wielkie tłumy - o takiej sytauacji zapewne marzył by nie jeden rewolucjonista czy polityk. Ale nie Jan Chrzciciel. On jest wielkim przez pokorę prawdy swego życia. Jest człowiekiem bożym, jest wysłannikiem Najwyższego i to co głosi i naucza, czyni nie w imię swoje ale w imię swamego Boga. Zwróćmy uwagę wszystkim pytającym go co mają czynić dawał odpowiedzi krótkie. Były one jednak istotne. Nawiązywały one do okazywania sobie nowej jakościowo postawy. Jest nią sprawiedliwość w imię braterstwa i praktykowania miłosierdzia (Łk 3,11). Tym samym Jan zanegował ekonomię gromadzenia i posiadania w imię ukrytej chciwości na rzecz nowej ekonomii: daru - obdarowywania się w imię wzajemnego braterstwa i solidarności (Łk 3;13,14).
To jednak co powiedział o sobie i o swojej misji jaką pełni wobec ludzi i Boga jest jedną z pereł tej Ewangelii. Jest to przepiękne pokorą, głęboko ludzkie mądrością, wyzwalające miłością wyznanie proroka o prawdzie Królestwa Bożego, które w osobie Mesjasza nadchodzi. „Ja chrzczę was wodą, lecz idzie potężniejszy ode mnie, któremu nie jestem godny rozwiązać rzemyka u sandałów. On będzie chrzcił was Duchem Świętym i ogniem (Łk3,16).
Dzisiejsza perykopa ewangelii ukazuje nam szczególną sytuację. Oto po jednej stronie mamy do czynienia z ludem, który trwa w oczekiwaniu na Mesjasza (Łk 3;15), który ich wyzwoli z dotychczasowego jarzma rzymskiej niewoli, ludzkiej niedoli i grzechów, ku wolności i wielkości narodu wybranego. Z drugiej strony prorok Jan powołany przez Boga aby przygotować Izraela na spełnienie Bożej obietnicy. Ona przewyższy wszelkie ludzkie oczekiwania. Będzie nią przyjście Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. On to przez chrzest Ducha Świętego (por Łk 3,16) zanurzy człowieka w życiu samego Boga, czyniąc go nowym stworzeniem. Stworzeniem powołanym do wiecznego zbawienia poprzez zjednoczenie i uczestniczenie w życiu samego Boga już tu na ziemi. To będzie Królestwo Boże. Choć ono jest niewidzialne to w sumie jest ono wazniejszym dla nas od jakiej kolwiek rzeczywistości moralnej, społecznej, politycznej czy ekonomicznej. Pragnieniem Boga jest by było ono jak ogień (por Łk 3,16), który trawiąc zło grzechu rozpali wiarę i miłość do Boga na ziemi.
Mając jeszcze kilkanaście dni Adwentu warto byśmy zadali sobie pytanie jakie jest moje oczekiwanie na Boże Narodzenie. Czy ono może jest skomercjonalizowane jak obecnie witryny wielkich sklepów czy może gdzieś w głębi serca jest płomyk lub żar, który jest pragnieniem spotkania z Bogiem, Który jest już blisko.
Ks. Ryszard Wróbel SAC