Komentarz do ewangelii wg św. Łk 7, 36-50
Wzajemna Gościnność jest cechą głęboko ludzką. Należy ona do pięknych znamion wysokiej kultury społecznej i osobistej. Postawa ta jest przejawem szlachetnej, wielkodusznej miłości, która w osobie przybysza widzi osobę ważną, bardzo szczególną. Jakże żywe i głęboko zakorzenione w nas Polakach jest zawołanie „Gość w dom - Bóg w dom”. Otwarcie drzwi domu i zaproszenie gościa do środka równoznaczne jest z otwarciem dla niego własnego serca i wnętrza.
Na przestrzeni wieków i przeróżnych przybierała ona przeróżne formy i rytuały. Oto w dzisiejszej Ewangelii słyszymy jak 2 tys. lat temu hebrajczyk przyjmował w domu swojego gościa (Łk 7,44-46). Podanie wody do obmycia stóp wyrażało troskę gospodarza domu nie tylko o odświżenie i czystość zewnętrzną przybysza przekraczającego próg domu. Rytuał ten symbolizował też obmycie wewnętrza gościa, aby spotkanie, które się dokona było pełne szlachetności i wzajemnej godności. Rytuał ten miał też rys religijny. Oto w prawie
Mojżeszowym mąż - głowa domu wyrażał sobą godność kapłańską, dom zaś był niczym mała świątynia. Przekroczenie jej progu oznaczało wkroczenie w krąg wzajemnej życzliwości i miłości tam panujacej. Czynność tą symbolizował pocałunek, jaki składał gospodarz na policzku gościa. Namaszczenie głowy oliwą oznaczało, że gość obejmuje miejsce szczególne, godne w sercu i życiu przyjmujacej go rodziny. Rytuał ten wpisany był w starą tradycję żydowską. Pominięcie go oznaczało ujmę i lekceważenie człowieka będacego gościem domu. Taka ujma spotkała Jezusa Chrystusa zaproszonego przez faryzeusza Szymona, na posiłek do swego domu (Łk 7, 36).
To, co zaniedbał Szymon wykonał o niebo piękniej inny człowiek. Kiedy Jezus zajął miejsce przy stole niespodziewanie przy Nim znalazła się osoba przez nikogo nie zaproszona na to spotkanie. Była to kobieta lekkich obyczajów, znana w mieście, jako grzesznica (Łk 7, 37). Była to osoba nieczysta, bródna i grzeszna. Jej ciało było wykorzystywane przez innych do zaspokajania ich niskich - niczym zwierzęcych potrzeb.
Co w tej odrzuconej kobiecie, korzącej sie u stóp Jezusa, mogło być jeszcze czystego? To jej łzy żalu, łzy serca poranionego, łzy wiary i tęsknoty całego jej człowieczeństwa do powrotu do życia w czystości, piękności i godności jej serca i duszy. To łzy prośby o przebaczenie przez Boga, wszystkich popełnionych grzechów. Obmywała ona nimi stopy Jezusa. Wycierała je zarazem swoimi włosami. Całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem (Łk 7, 38).
Ten doskonały akt żalu człowieka grzesznego był i jest dla nas autentycznym, przejmującym czynem i przykładem. Akt ten nie miał nic wspólnego z symbolizujacym coś rytuałem. Czynności tej towarzyszyło autentyczne, wewnętrzne wołanie serca o Miłość przebaczającą grzechy, o Miłosierdzie Boga względem jej osoby i duszy.
Wszystko to, co się dokonało, spotkało się z wewnetrzną dezaprobatą i krytyką faryzeusza. Ale nie Boga! Bo drogi Boga są inne niż drogi czlowieka i inaczej patrzy też Bóg na serce człowieka. Jego wgląd jest pełen Miłości Ojcowskiej. Ona to współodczuwa i akceptuje i obejmuje sobą wszystko, co jest w sercu i duszy człowieka. Jest to Miłość przebaczająca i podnosząca. Ona nie ocenia i osądza, ale uzdrawia i odnawia. Wszystko w człowieku czyni pięknym i nowym. Uświęca sobą nasze wnętrze i przywraca na nowo naszą wewnetrzną godność. Czyni to wszystko tak jak uczyniła to Miłość Chrystusa wobec tej kobiety.
Czego nam potrzeba byśmy i my na nowo Miłość tą przyjęli? Na nowo przyoblekli się jej uroczą świętością, która dając nam godność Dziecka Bożego, otwiera przed nami nowe horyzonty naszego życia? Miłość, która daje nam wrażliwość i moc byśmy to życie uczynili pięknym, godnym i szczęśliwym? Odpowiedź daje nam dzisiaj ta jawnogrzesznica! Ona Boga bardzo umiłowała (Łk 7, 47). Dlatego też wszystko, co potem dla niego uczyniła nie było pustym rytuałem, ale manifestacją jej nowego życia, które natychmiast podjęła i odnowiła wszechogarniajaca Miłość Boga.
I to jest też nasza droga do Boga. Wyznaczają ją nie tyle bezdusznie, bezmyślnie wykonywane rytuały, ale miłość nasza, która autentycznie i przejmująco Boga woła! Jeśli tak się w naszym życiu nie stanie, to szczerze nawrócone jawnogrzesznice wyprzedzą nas w drodze do Boga. A On sam zawstydzi nas, jak to uczynił dzisiaj z przyjmującym Go w gościnie, faryzeuszem Szymonem.
Ks. Ryszard Wróbel SAC