Komentarz do ewangelii wg św. Łk 9, 51-62
Dopełniał się już czas. Na jego nadejście Jezus oczekiwał od tysięcy lat. Czas Jego wzięcia z tego świata (Łk 9,51). Czas spełnienia odwiecznej Miłości Boga do człowieka, Który dla powrotu utraconej z nim jedności wezwał Syna by udał się do Jerozolimy. Tam to dokona się misterium Paschalne. Zdradzony i osądzony Chrystus Pan zawiśnie na krzyżu. To tam po trzech dniach z ciemności grobu Jezusa wyjdzie światło poranka rezurekcyjnego. Bóg opromieni łaską zmartwychwstania nie tylko cały świat. Opromieni pełnią łaski zbawienia ciemności grzechu ludzkich serc. Niczym cudowny balsam uleczy je i wypełni nowym wiecznym Życiem.
Ten zbawczy dar nie przychodzi jednak mimowolnie, automatycznie. Do każdego z nas przychodzi jednoznacznie w osobie Jezusa Chrystusa. Jego możemy przyjąć aktem wolnej, osobistej woli i wiary. Na to jednak nie zawsze decyduje się człowiek. Św. Łukasza w obecnej perykopie ewangelii mówi o kilku dynamikach postaw ludzi wobec Syna Bożego. Oto mieszkańcy pewnego miasteczka samarytańskiego nie przyjęli Go ponieważ zmierzał do Jerozolimy (Łk 9,53). Nie znamy formy odmowy tej odmowy. Musiała ona być jednak gwałtowna, agresywna i bardzo nieprzyjemna skoro w naturalnym porywie gniewu, apostołowie Jakub i Jan, zawołali do Jezusa; „Panie czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?” (Łk 9,54).
Nie wolno nam płacić złem za wyrządzone zło. Bóg w swej nieskończonym miłosierdziu nie potępia człowieka. Jest to misterium Jego Miłości, że dozwala aby ludzie źli żyli razem z dobrymi. Choć życie jednych zatruwa życie dobrym, Jezus zawsze będzie wstawiał i modlił się za nami do Boga: „Przebacz im Ojcze bo nie wiedzą co czynią”. Syn Człowieczy bowiem nie przyszedł, aby gubić dusze, lecz aby je zbawić. W duchu tej właśnie Miłości, Jezus obróciwszy się do swoich zabronił im wykorzystywania mocy do niszczenia pogańskiego życia samarytan (Łk 9,54).
W drodze do innego miasteczka Jezus spotkał się i rozmawiał z trzema różnymi mężczyznami. Te spotkania stały się okazją do poznania dynamiki powołania do służby Jezusowi.
Gdy szli drogą, ktoś powiedział di Niego: „Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz!” (Łk 9,57). Słowa te wyrażają nie tyle zapytanie ale poryw wewnętrznych uczuć i pragnienia tego dobrego człowieka. Zawarta jest w nich pełna wola podążania i naśladowania Mistrza z Nazaretu. Znamienne, że Jezus tak łatwo nie odpowiada mu - tak. Ukazuje raczej realizm swego życia, w którym na skutek niezrozumienia i odrzucenia przez ludzi Syn Człowieczy nie ma miejsca gdzie by mógł głowę oprzeć (Łk 9,58). Tak było wtedy ale i jest też w obecnych czasach misji Kościoła. By pójść tą drogą potrzeba więc podjęcia ofiary, posłuszeństwa i miłości wobec wszystkich. Ducha przystosowywania się we wszystkim do wszystkich. Cierpliwego niesienia ulgi w pochylaniu się nad wszystkimi ludzkimi ranami.
Do innego Jezus rzekł „Pójdź za mną!” (Łk 9,59). Nie jest łatwo jednak odpowiedzieć twierdząco na Boże wezwanie. Na przeszkodzie zawsze stają ludzkie sprawy. A życie pełne jest ich bez liku. Choć są one różne, zawsze jednak wciągają i angażują. Czasami też ranią, tak jak i tego człowieka przybitego śmiercią swego taty (Łk 9,59). Tymczasem na służbę Bożą trzeba przyjść z całkowitą wolnością ducha. Nic nie powinno wiązać tego, kto się jej oddaje.
Niejednokrotnie przed pójściem za Bogiem, przed opuszczeniem domu, chciało by się wszystko uporządkować. Łatwo jest to czynić z rzeczami, trudniej z ludzkimi relacjami, na które trzeba czasu... Zranienie uczuć może być jednak silnym korzeniem dla skrzydeł, wyrastających człowiekowi zamienionemu w sługę Prawdy. Jezus wzywa do pójścia radykalnie za Nim, bez ociągania się i oglądania się tak za żywymi jak i umarłymi (Łk 9,60).
Jeśli chce się być uczniem Jezusa, należy przyjąć Jego krzyż. Droga sługi Bożego nie jest wysłana płatkami róż. Jest trudna w swoich wymaganiach. Nikt - kto przykłada rękę do pługa, aby zaorać pole serc i rzucić w nie ziarno Bożej nauki - nie może oglądać się w tył, aby popatrzeć na to, co opuścił, co utracił, co mógł posiadać. Kto tak działa, nie nadaje się do Królestwa Bożego (Łk 9,62).
Co my mamy czynić by odpowiedzieć na nasze osobiste powołanie. Nasze życie godne z sercem mężnym, czystym i pokornym w imię Jego zawsze będzie błogosławione przez Bogu. Pragnąc tego pamiętajmy też i w modlitwie tych sługach wezwanych by służyć Bogu w człowieku.
Ks. Ryszard Wróbel SAC