Komentarz do ewangelii wg św. Łk 17, 11- 19
Termin „szum informacyjny” już na stałe się przyjął do słownika terminów określających naszą współczesną cywilizację. Oznacza on taką ilość napływających codziennie do nas informacji, że tworzą wokół nas swoisty szum, chaos. W atmosferze tego „szumu informacyjnego” nadawcy, by zwrócić na coś naszą uwagę, używają zabiegów socjotechnicznych, które są niczym innym jak zwyczajnym krzykiem. Krzyk nie jest treścią. Jest tylko szczególną, agresywną formą jej wyrazu. Jest to zwykły atak, który np. w środowisku mediów będą wyrazać duże, sensacyjne tytuły i zdięcia lub tzw „break newsy”.
Naszą naturalną reakcją, jest odejście od tego szumu, tym bardziej separacja od krzyku. Wybór ten będzie zwykłą ochroną samych siebie, ochroną naturalnej równowagi i jakości naszego osobistego wnętrza. Klimatem, w którym to się dokona jest wewnętrzna cisza. Cisza naszego serca jest trudną ale za to najgłębszą i najpiękniejszą formą naszego życia. Tu bowiem dokonuje się intymne nasze spotkanie z samym sobą, z naszym sensem i prawdą, z pragnieniami ideałami naszego serca i duszy. Cisza do nas szczególnie przemawia. W niej otwiera się kontemplacja. Ona kieruje naszą uwagę na istnienie rzeczywistości ponad materialnej i zmysłowej. To sfera duchowa. On w odróżnieniu od tej materialnej na nas i do nas nie krzyczy. To nasza dusza, która do nas delikatnie przemawia lub delikatnie do nas woła. Ona nieustannie pragnie zwrócić naszą uwagę na istnienie w naszym życiu Boga - naszego Ojca i Przyjaciela. Język, którym w ciszy dusza do nas przemawia to owoc i nastepstwo jej przebywania z Bogiem. Obok osobistego konkretnego wezwania, będzie to głębokie, delikatne pragnienie serca. Czasami przyjmnie ono formę głębokiego wołanie o szczęście naszego istnienia.
Jakże przejmujące potrafi być wołanie duszy i serca człowieka do Boga w sytuacji jego dramatu, cierpienia, nieszczęścia... Tego nie są w stanie w pełni wypowiedzieć słowa... A jednak...
Dzisiejsza Ewangelia z dnia wprowadza nas w ten przejmujący klimat. Oto przed Jezusem stają trędowaci. Jest ich dziesięciu. Ich sytuacja jest szcególnie trudna. Są poniżeni przez życie. Będąc nieczystymi wobec żydowskiego Prawa, są wyrzuceni poza wszelkie wspólnoty ludzkie. Skazani przez ludzki lęk na samotne obumieranie bez zrozumienia, miłości i nadzieji... A jednak jest wyjątkowa nadzieja! To Jezus, Który staje naprzeciw tych nieczystych, wygnanych jako Samarytanin i Zbawca.
W nim dokonuje się przejmujący dialog i osobiste spotkanie. Ci trędowaci są tymi, którzy po raz pierwszy w Ewangelii wołają do Jezusa po imieniu. Oprócz nich, do Jezusa zawołają jeszcze tak, natarczywy niewidomy spod Jerycha (Łk 18,38) i łotr na krzyżu (Łk 23,42). Wołanie po imieniu oznacza posiadanie bliskich, pełnych ufności i przyjaźni relacji. Jednak w tym zwrocie do Boga ukryta jest niezwykła dynamika zbawienia. To uznany przez nas, nasz duchowy trąd, ślepota, uznane nasze zło stają się naszym tytułem by być przyjaciółmi Boga. By do Niego zwracać się po imieniu. Imię Jezus „Bóg zbawia” zawiera w sobie całe moc i pragnienie Bożego zbawienia wszystkich bez wyjątku ludzi. Na przykładzie trędowatego możemy ujrzeć jak Bóg chce nas zbawić. Oto jeden z uzdrowionych na ciele widzac co się stało wrócił, głośno chwaląc Boga. Upadł on na twarz do Jego nóg i dziękował Mu. Był to samarytanin, por. (Łk 17,15-16).
Wobec tego poganina, Jezus - boski Samarytanin - wypowiedział zbawienne słowa: „Wstań, idź! Twoja wiara cię uzdrowiła” (Łk 17,17). Ukazał On tym samym światu, że zbawienie to nie jest uzdrowienie z trądu, ale to spotkanie i przyjęcie w swym sercu i duszy Zbawiciela. Obok tego tredowatego, pokazał nam to również święty złoczyńca na krzyżu (Łk 23,42-43). Znamienne jest to, że naszą prawdziwą, zbawienną relację z Bogiem ukazują nam ani sprawiedliwi i uczeni w Piśmie, nie ci którzy się dobrze mają ale wyrzuceni poza nawias świata niegodni go ludzie. Jezus, dla naszego zbawienia nie tylko ich wszystkich przyjął, ale sam stał się jako odrzucony przez świat ostatni, budzący wstręt lub litość „trędowaty”. Świat żyjący własnym „szumem informacji” Go nie słyszał, Go nie zrozumiał. A w konsekwencji odrzucił Go. Stało się tak bo w swym szumie i krzyku, miał już bowiem wyrobione o Nim zdanie.
My żyjemy w tym samym pięknym, pełnym szumu i dynamizmu, świecie. Czy zdąbędziemy się na gest odrzucenia jego mylnego krzyku? Tak by zamilknąć, by ujrzeć w samym sobie, zagonionym człowieku, tego który jest wołany i powołany do bycia przyjacielem Jezusa. Stanie się tak jeśli tylko osobiście zapragnę, razem z tym trędowatym, zawołać całym sercem i duszą: Jezusie Mistrzu! Zmiłuj się nad nami!!
Ks. Ryszard Wrobel SAC