Komentarz do ewangelii św. Marka 1:29-39
Zgodnie z tradycją żydowską po zakończeniu porannego nabożeństwa szabatowego przyszedł czas na spożycie skromnego posiłku. „Jezus wprost z synagogi udał się z Jakubem i Janem do oddalonego, o kilkaset metrów, domu Szymona i Andrzeja” por. (Mk 1, 29). Dom, do którego Jezus został zaproszony, był rodzinnym domem żony Szymona. Położony był on blisko brzegu jeziora. Bóg został zaproszony na rodzinne spotkanie. Nie mamy w tekstach ewangelii wielu wzmianek o rodzinie św. Piotra apostoła. On sam, który wcześniej zamieszkiwał w Betsaidzie, po swoim ślubie przeniósł się do pobliskiego, oddalonego ok 3 km, idąc pieszo brzegiem jeziora, Kafarnaum. Tam zamieszkał wspólnie z żoną w domu jej matki. Paweł Apostoł napisze później, że żona Piotra towarzyszyła mu w jego podróżach apostolskich zob. (1 Kor 9,5). W tym szabatowym, rodzinnym spotkaniu uczestniczyli również, powołani na uczniów, bracia Jakub i Jan, którzy byli bliskimi kuzynami Jezusa.
Tymczasem „teściowa Szymona leżała w gorączce. Zaraz po przybyciu powiedzieli Mu o niej. On podszedł do niej, wziął ją z rękę i podniósł. Wtedy opuściła ją gorączka i usługiwała im ” (Mk 1, 30-31) por też (Mt 8, 14, Łk 4,38). Jest to pozornie mało znacząca scenka przedpołudnia szabatowego. Cóż, bowiem ma się uzdrowienie jakiejś kobiety z gorączki wobec cudu uzdrowienia, jaki Jezus dokonał w synagodze zaledwie godzinę wcześniej por. (Mk 1, 23-26). Bóg jednak nie ma względu na osoby. Każde cierpienie człowieka przynosi sobą cierpienie Boga. Jesteśmy, bowiem zjednoczeni z Nim więzami synowskimi. Na każde nasze cierpienie Bóg reaguje taką samą wrażliwością Ducha, jak kochający nas całym sercem ojciec i kochająca macierzyńską miłością matka. Pochyla On nad nami i gotowy jest udzielić nam całego balsamu nieba byśmy tylko powrócili do zdrowia. Możemy mieć o tym wyobrażenie, kiedy przywołamy naszej pamięci opiekę i troskę nad nami rodziców z naszych dziecięcych i młodzieńczych lat. Głęboko odczuwamy to pochylając się w imię Boga nad tymi, którymi się opiekujemy.
„Jezus podszedł do niej”. Pragnie On osobistego spotkania z tą kobietą. Możemy wyobrazić sobie delikatność Jego postawy, kiedy stanął przed cierpiącym człowiekiem. „Ujął jej rękę.” Osobiste spotkanie, powitanie, akceptacja człowieka w tej sytuacji. Dzieje się tak, chociaż dla tamtych ludzi choroba była konsekwencją popełnianych przez człowieka grzechów. U hebrajczyków była ona objawem mocy szatana, symbolu zła, który unieruchamia każdego człowieka i blokuje w nim zdolność miłowania. Jak pisze Silvano Fausti: Obowiązujący hebrajczyków Stary Testament wyraźnie mówi, że choroba człowieka jest karą dla tego, kto nie jest wierny Przymierzu z Bogiem, zob. (Kpł 26,16: Pwt 28,22).
Bóg jednak w swej Miłości nie ma względu na człowieka… Chrystus przyszedł przede wszystkim do tych, którzy się źle mają. Uczynił to by ich pocieszyć, uzdrawiać, wyzwolić. On czyni zawsze tak. Jego szczególne dotknięcia niosą nam cud uzdrowienia przede wszystkim duszy a potem, jeśli jest taka Jego wola i ciała. Chrystus „podniósł” teściową Szymona. Tym znakiem Bóg okazał jej swe miłosierdzie. Cud uzdrowienia niesie sobą przywrócenie zdolności oddanego działania i miłowania, co w tej perykopie ewangelicznej wyraża się przez usługiwanie (ministrábat-łac), tej kobiety innym zob. (Mk 1, 30). Ewangelista nie pisze o jakiejkolwiek reakcji wdzięczności tej kobiety wobec samego Boga. To sprawa jej ludzkiego serca… Pisze jednak, że nad ranem, jeszcze przed świtem Jezus wstał i na miejscu pustynnym przebywał w modlitwie sam na sam z Bogiem Ojcem (Mk 1,35).
Wiemy jak wielu cudów uzdrowień Jezus dokonał podczas swej działalności apostolskiej. Znamienne jest jednak to, że uzdrowienie teściowej Szymona jest pierwszym i jedynym cudem uzdrowienia, jaki Jezus uczynił bezpośrednio w ścisłym gronie apostołów. Ich samych przygotował już inaczej do posługi apostolstwa i pełnienia w nim dzieł Jego Miłości i miłosierdzia zob. (Mk 1, 38-39). Przez swą wiarę i udział w życiu Chrystusa stali się oni dla innych, żywymi świadkami i naśladowcami życia Zbawiciela, dla którego życiem jest jedność z Bogiem Ojcem, pokarmem pełnienie Jego woli, a pełną żaru Miłością, służenie człowiekowi.
Jak wspaniałą łaską dla nas jest to, że sami, możemy doznać od Boga cudu uzdrowienia z chorób naszej duszy. Jeśli tylko osobiście przyjdziemy na spotkanie w konfesjonale z Nim, On otworzy nad nami błękit nieba. Staj się tak, bo Bóg nigdy nie przestaje nas kochać. Cud powrotu do zdrowia stanie się zawsze, jeśli tylko tego w pokorze i pragnieniu zechcemy.
Ks. Ryszard Wróbel SAC